![]() Podróże małe |
Październikowy wyjazd w góry z półrocznym Piotrusiem planowaliśmy bardzo starannie. Nie był to wprawdzie nasz górski debiut, ale przez cztery miesiące od naszych ostatnich wędrówek sporo zdążyło się pozmieniać...
Przede wszystkim, wyrośliśmy już ze starego nosidełka na brzuch: należało pomyśleć o nowym środku transportu dla Piotrusia. Odbyliśmy w tym celu długą wyprawę po warszawskich sklepach wózkowo-turystycznych, wzbudzając niejaki popłoch naszymi wygórowanymi wymaganiami. Chodziło nam o to, aby nosidło miało kółka, ale nie dwa, jak wiele modeli dostępnych na rynku, tylko cztery, tak by nosidło można było zamienić na wózek. Dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu spotkaliśmy w przedostatnim sklepie mamę z dzieckiem w takim właśnie nosidło-wózku i w pół godziny później staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami wymarzonego sprzętu, który świetnie zdał egzamin na wielu wędrówkach i służył nam długo i szczęśliwie.
Pozostało zadecydować: dokąd jechać? Nasz wybór padł na Pieniny, a konkretnie na Szczawnicę. Stamtąd w dalszej części urlopu zaplanowaliśmy wyruszyć na Słowację. Należało liczyć się z pogodą, która nie zapowiadała się najpiekniej (choć, jak się później okazało, nie było aż tak źle).
Największą niewiadomą było dla nas zachowanie Piotrusia, który ze śpiocha, drzemiącego przy maminym cycusiu, przeobraził się we wcale energicznego kawalera o zdecydowanym charakterku i z pierwszym zębem, kosztującego (z nieukrywanym niesmakiem) pierwszych papek, przecierów marchewkowych itp. Jak zareaguje na zmianę miejsca? Czy zaakceptuje konieczność spędzania czasu w nosidle? Czy na pewno będzie mu wygodnie? No i czy w ogóle cała wyprawa będzie dla niego przyjemnością? Pytań było wiele, ale odpowiedzieć na nie można było tylko na miejscu.
A na miejscu okazało się, że jest świetnie! Złota jesień w Pieninach jest zachwycająca, przeciwdzeszczowa osłonka na nosidło świetnie zdała egzamin, a najmłodszy podróżnik nie tracił dobrego humoru, nawet na okoliczność wyrzynającego się drugiego ząbka. Cieszył się światem, spacerami, spotkaniem z krową i owieczkami, wędrówkami po lesie (Pioteruś uwielbia las i szumiące liście!), a przede wszystkim - obecnością obojga rodziców. Nosidełko okazało się wygodne dla wszystkich zainteresowanych, kwatera - tania i komfortowa, a apetyt na papki wzrósł ogromnie (wpływ świeżego, górskiego powietrza). Posiłki w schroniskach i na szczytach smakują zupełnie inaczej! Ludzi nie było zbyt wielu, pażdziernik to jednak świetna pora na góry z dzieckiem (nikt się nie czepia!)
Odbyliśmy następujące wędrówki:
Pieniny, naszym zdaniem, świetnie nadają się na pierwsze wędrówki z maluchem po górach: trasy nie są forsowne, przewyższenia bywają raczej niewielkie, szlaków sporo i bardzo ciekawych widokowo - trudno się tu nudzić. Ponadto sporo atrakcji dla nieco starszych dzieciaków, jak np. spływ Dunajcem, zjeżdżalnia na Szafranówce, Muzeum Pienińskie w Szczawnicy, skansen w Kluszkowcach oraz najlepsze na świecie lody owocowe w Krościenku! Na szlakach bez problemu powinny poradzić sobie nawet młodsze przedszkolaki, o ile nie jest mokro i ślisko. Jednak na Sokolej Perci należałoby uważać na wszędobylskie maluchy, ostrożności nigdy za wiele.
Wyprawa w Pieniny może też stanowić doskonały sprawdzian przed wyruszeniem w wyższe góry - test zarówno dla ekwipunku, jak i dla jego użytkowników.