 Podróże małe |
Słowacki Raj
październik 2001
Upewnieni o słuszności naszego wyboru dokonanym w Pieninach "sprawdzianem" górskich umiejętności naszych i naszego półrocznego synka Piotrusia, wyruszyliśmy na podbój Słowackiego Raju - krainy niezwykłej urody dolin i wąwozów (czyli roklin), wapiennych skałek, jaskiń i wodospadów. Zamierzaliśmy poświęcić resztę urlopu na wspinaczki malowniczymi roklinami. Udało nam się te plany zrealizować w 50 procentach, z powodu kiepskiej pogody (a konkretnie gęstego kożucha chmur i mgieł wiszących nad Słowackim Rajem, podczas gdy na jego równinną okolicę nie spadła ani kropla deszczu!)
Na naszą bazę wypadową wybraliśmy miejscowość Hrabuszice tuż przy północnej granicy parku narodowego. Ta część parku obfituje w szlaki turystyczne o różnym stopniu trudności, co jak wiadomo ułatwia planowanie "co będziemy robić jutro" (nie chciało nam się tracić czasu na dojazdy).
Nasze wędrówki z nosidełkiem na plecach zawiodły nas w następujące miejsca:
- szlak przez rezerwat "Przełom Hornadu" z Podlesoka koło Hrabuszic do Letanowskiego Mlyna - piękny widokowo, wiodący przez skalny kanion i łatwy do przejścia nawet z nosidełkiem, choć idzie się częściowo po metalowych kładkach i podestach. Powrót do Hrabuszic szlakiem czerwonym do Klasztoriska (o którym za chwilę) i zielonym do Hrdla Hornadu;
- Klasztorska Roklina - strome podejście wąwozem, korytem potoku, na płaskowyż Klasztoriska, po drabinkach i skałkach przecudnej urody. Po drodze Wodospad Tęczowy, (tęcz nie zaobserwowaliśmy) i, jak to w wąwozie, dość chłodno. Ciepłe ubranie i solidne buty konieczne!
- Klasztorisko - przyjemna polana ze schroniskiem oraz ruinami klasztoru kartuzów, a także kwitnącymi zimowitami; doskonałe miejsce na piknik;
- wąwóz Sucha Bela, znacznie dłuższy i bardziej forsowny od Klasztorskiej Rokliny. Już na początku wycieczki doszliśmy do wniosku, że będzie nam za trudno i postanowiliśmy się rozdzielić: Mama i Piotruś zawrócili, póki jeszcze się dało (szlak jest jednokierunkowy!) i weszli na Suchą Belę łatwiejszym czerwonym szlakiem i żółtą Glacką Cestą, a Tata powędrował w górę, mijając wodospady (najciekawsze miejsce, Okienkowy Wodospad, rzeczywiście byłoby ogromnie trudne do pokonania z nosidełkiem na plecach - z drabinki wychodzi się prosto na "okienko", przez które trzeba się przecisnąć!) Spotykamy się na górze i schodzimy do Hrabuszic czerwonym szlakiem, po którym (mimo zakazu) jeżdżą rowerzyści - zatem może udałoby się tam przejechać wózkiem terenowym.
Mieliśmy jeszcze inne plany związane z łatwiejszymi do pokonania trasami Słowackiego Raju, lecz wspomniane załamanie pogody skutecznie nas do tego zniechęciło. Mokre, śliskie skałki i drabinki, szare zdjęcia i ewentualny katar - może jednak podziękujemy, choć z żalem... Cóż, nie ma co ukrywać - góry z dzieckiem i góry bez dziecka to jednak dwie zupełnie różne sprawy...
Na pociechę - intensywnie zwiedzamy okoliczne zabytki, gotowi wrócić na szlaki, jeśli poprawi sie pogoda. A jest co zwiedzać!
- Lewocza i Kieżmark z prześlicznymi starówkami - tu odkrywamy nową pasję Piotrusia: bicie dzwonów i zegarów! A tu na każdej wieży wygrywane sa cudowne kuranty;
- Spiski Czwartek z cudną gotycką kaplicą;
- Spiski Hrad - muzeum na zamku, prezentujące historię regionu;
- oraz, wobec dalszego pogarszania się pogody, Gombasecką Jaskinię na terenie Słowackiego Krasu, nieco na południe od Raju. Trafiliśmy tu właściwie przypadkiem (pozostałe jaskinie chwilowo były nieczynne lub miały zostać otwarte dla zwiedzających dopiero jutro rano), a wyszliśmy zachwyceni! Bogata szata naciekowa, draperie, stalaktyty w formie cieniutkich rureczek, zwieszające się ze sklepienia jak filigranowe frędzelki, a w dodatku przesympatyczna pani przewodniczka, która otworzyła jaskinię specjalnie dla nas, nie krzywiąc się na obecność dziecka w nosidełku... Jakiż kontrast z naszymi późniejszymi doświadczeniami w ojczyźnie!
Podsumowując - tereny Słowackiego Raju są znacznie trudniejsze nie tylko od polskich Pienin, lecz również od Błędnych Skałek czy Szczelińca. Trasy znacznie trudniejsze, często też dłuższe, wymagają solidnego przygotowania, a także niezłej kondycji. Nosidełko na plecach może być sporym utrudnieniem w wąskich przejściach, a na niektóre szlaki po prostu się nie nadaje. Zdecydowanie dla ambitnych i doświadczonych górołazów! Dzieci niezależnie od wieku mogą mieć spore trudności, chyba że już "zaprawione w bojach" i nie cierpiące na lęk wysokości...

