![]() Podróż do Azji Płd.Wsch. - 1997 |
W monsunowych lasach północnej Tajlandii czas stanął w miejscu. Ludzie mieszkają w małych bambusowych chatkach bez elektryczności. Do wiosek nie można dojechać samochodem, zaś mieszkańcy nieczęsto decydują się na marsz do miast. W okolicy uprawia się więc wszystko, co potrzebne jest do przeżycia: ryż, bataty, warzywa i mak. Króluje gospodarka żarowo-odłogowa. Gdy gleba wyjałowi się wypalana jest kolejna część lasu, a czasem nawet wioska przenosi się w inne miejsce.
Północna Tajlandia to jeden z wierzchołków Złotego Trójkąta. W Birmie i Laosie produkuje się znacznie więcej opium i heroiny, ale to do łatwo dostępnej Tajlandii przybywa najwięcej białych "turystów", którzy nie chcą choćby na moment opuścić oparów opium. Turystykę narkotykową zostawmy zainteresowanym. Dla mnie najciekawszą atrakcją turystyczną Złotego Trójkąta są sami jego mieszkańcy. Są to obywatele Tajlandii, spośród których wielu nie zna słów "państwo", "Tajlandia", czasem tylko słyszeli o królu. Osiedli oni na górskich obszarach pokrytych monsunowym lasem. Przybyli z Birmy, Laosu, południowych Chin najczęściej dopiero w XX wieku. Zachowują wierzenia animistyczne - do dziś duchy odgrywają najważniejszą rolę w życiu tych plemion. Najczęściej nie znają języka tajskiego, a sposób ich życia nie zmienił się od setek lat.
Do najciekawszych należy plemię Akha. Jeszcze do niedawna była to jedna z najbiedniejszych grup etnicznych regionu. Obecnie Akha szybko się bogacą, do ich wsi wkracza elektryczność. Powodem finansowego wzbogacania się Akha jest ich atrakcyjność kulturowa. Kobiety Akha nie rozstają się ze wspaniałymi nakryciami głowy. Kilkukilogramowej wagi czapy zdobione są bogato srebrnymi ozdobami, monetami, łańcuszkami, wisiorkami, półszlachetnymi kamieniami. Bogato haftowane spódniczki i równie kolorowe getry dopełniają całości wspaniałego stroju kobiet. Pogardliwie nazywane "psojadami" plemię posiada duże zdolności handlowe, dzięki czemu szybko podnosi się ich poziom życia.
Tak naprawdę bogactwo plemion zależy jednak od opium. Dla wielu z nich opium jest sposobem na życie, najczęściej przeklętym sposobem. W noc poprzedzającą moje przybycie do wioski plemienia Lahu spaliło się kilka domostw. Tylko cudem nikt nie zginął. Pożar został spowodowany przez niefrasobliwość znarkotyzowanej rodziny, która nie dość dokładnie wygasiła palenisko. Lahu witają wędrowców bardzo gościnnie, chętnie pozują do zdjęć. Uśmiech stale obecny na ich twarzach wyraża szczerą radość z prostego życia i otwartość w stosunku do przybyszów. Lahu są wyraźnie zaciekawieni pojawieniem się turystów, choć nie jest to dla nich rzadki widok. Pierwsze trekkingi w północnej Tajlandii zorganizowano ponad 20 lat temu.
W Chiang Mai rozwinął się swoisty przemysł trekkingowy, zorganizowany do granic (nie)przyzwoitości. Każdy hotel i biuro podróży poleca własny "dziewiczy" obszar. Większość imprez obejmuje godzinną przejażdżkę na słoniu i nieco dłuższy spływ rzeką na bambusowej tratwie. Oprócz tego odwiedzanych jest kilka wiosek różnych plemion. Najczęstsze są trzy i czterodniowe wycieczki, podczas których odwiedza się 3-4 wioski. Jednakowe ceny i sposób reklamy powodują, że trudno jest rozróżnić jakość poszczególnych imprez. Turystów jest zbyt dużo, aby nie spotkać ich po drodze, a "dziewicze" wioski przyjmują często równocześnie inne grupy turystów, psujące atmosferę odkrywania. Trekking można wykupić w każdej agencji turystycznej w Chiang Mai i Chiang Rai.
Chiang Mai to drugie pod względem wielkości miasto Tajlandii, lecz zamieszkuje je jedynie 100 tysięcy osób. Atrakcją miasta jest około 80 świątyń buddyjskich, zbudowanych na przestrzeni wieków. Warto udać się na nocny bazar. Można tam spotkać oryginalnych ludzi z górskich plemion przybyłych do miasta w celach handlowych. Zaletą Chiang Rai jest spokojniejsza atmosfera miasteczka.
Informacje praktyczne:
Oba miasta mają połączenie autobusowe (a Chiang Mai również kolejowe) z Bangkokiem. Najtańszym sposobem dostania się do Chiang Mai jest autobus odjeżdżający z przeturystycznionej ulicy Khao San w Bangkoku. W jednej z licznych agencji możemy wykupić bilet za 180 Bahtów. Autobusy odjeżdżają codziennie o 18. Jazda zdezelowanym autobusem pełnym białych turystów wśród tumanów dymów nikotynowych i narkotykowych, ze słabo działającą klimatyzacją jest wątpliwą przyjemnością. Warto też wspomnieć że bilet powrotny z Chiang Mai do Bangkoku na autobus turystyczny był wiele droższy i kosztował 220B. O wiele przyjemniejsza jest podróż autokarem wyruszającym z dworca północnego Bangkoku. Kwota 250B za przejazd obejmuje poczęstunek napojami i chipsami. W autobusie obowiązuje zakaz palenia. Niedogodnością jest konieczność przejazdu na dworzec, co łączy się z koniecznością męczącego pokonywania zakorkowanych ulic Bangkoku. Najdroższym sposobem podróży jest pociąg.
Hotele w Chiang Mai należą do najtańszych w Tajlandii, gdyż ich właściciele główny zysk czerpią z trekkingów. Każdy hotel współpracuje z zaprzyjaźnioną agencją turystyczną, bądź prowadzi własną. Dlatego już za 70-80 Bahtów można przenocować w przyzwoitym pokoiku z łazienką.
Zjeść możemy praktycznie wszędzie, ale najlepszym i najtańszym miejscem są bazary, zwłaszcza nocny bazar. Za 25-40 B możemy skonsumować smaczną zupę, ewentualnie ryż z dodatkami wołowiny, wieprzowiny kurczaka lub owoców morza w każdym z możliwych smaków lub inne wymyślne dania kuchni tajskiej.
Kurs 1 U$D = około 25 Bahtów. (W lipcu 1997 stabilny dotychczas kurs spadł aż do 35 Bahtów za dolara). Pieniądze najlepiej wymienić w Bangkoku, ale nie na lotnisku (najgorsze kursy). Nie ma żadnych problemów z wymianą czeków podróżnych, a także z wypłatą z kart kredytowych.